|
o tym i tamtym i może o czymś jeszcze
piątek, 04 listopada 2011
No cóż
jeszcze trochę potrwa zanim moje cudownie mroczne mieszkanie odzyska swój - hm- urok
zostawiłam parę pająków- zawsze to jakiś objaw życia czyż nie?
mogę się tutaj schować- ukryć przed światem TAMTYM
a ja potrzebuję ukrywania
od jakiegoś czasu
brakuje mi oddechu
brakuje mi siebie
dla siebie
od jakiegoś czasu
czuję jak mrok we mnie się rozrasta
jak szponi się i zachłannie chce zagarnąć wszystko
mrok bowiem jest bezpardonowy
tak więc
przychodzę tu
na chwilę powdychać ten stęchły zapach
by sobie przypomnieć, że to boli
sobota, 29 października 2011
Po latach
Tak dawno mnie tu nie było wszędzie kurz i pajęczyny, z każdego rogu zagląda wielooki pająk monstrualnych rozmiarów czuć lekką stęchliznę fuj pomimo tego chcę tu być chcę to miejsce mieć bo jest moje i tylko moje i ja go potrzebuję znów potrzebuję
czwartek, 16 lipca 2009
17.
Nadchodzi taki dzień- nawet , gdy wszystko gra i buczy- taki dzień jak ten. Ten dzień zapisze się na długo w pamięci i rana nie zagoi się tak łatwo. Najpierw nosisz w sobie ŻYCIE...które okazuje się być dzieckiem płci żeńskiej, kochasz je od chwili poczęcia- zachwycasz się rosnącą fasolką i już wiesz ,że dla Niej zrobisz wszystko- cokolwiek by to miało być. I dajesz faktycznie. Z zafascynowaniem patrzysz jak rośnie Twoje dziecko- zauważasz cechy charakteru i te dobre i te złe- zaczynasz się zastanawiać "Kto z tego dziecka wyrośnie?". Dla Ciebie dziecię Twoje jest najpiękniejsze- ale na szczęście nie tracisz poczucia rzeczywistości i robisz wszystko, by wyrosło na porządnego człowieka- nie oszczędzasz się w słowach miłości czy pochwał- wyznajesz zasadę, że lepiej bazować na pozytywach niż wyolbrzymiać to co jest na bakier. Czasami dziecko owo daje Tobie w kość- gdy już jest nastolatką- bo to płeć żeńska- zauważasz ,że nie rozumiesz swojego dziecka, niepojęte jest dla Ciebie, że rzeczy materialne , pieniądze, zazdrość , ba nawet zawiść to coraz częściej dominujące sprawy. Próbujesz rozmawiać- ale Twoje dziecko ma do tego tzw. tupet i wewnętrzne przekonanie ,że powinno być pępkiem świata. Okazuje się, że osiąga pełnoletniość a schody się piętrzą i piętrzą. Starasz się być wyrozumiała i nadal bazować na dobrym- ale to niełatwe. Kochasz ponad życie dziecko owo i jak to u zakochanych vel kochających bywa- potrafisz wiele odpuścić, wytłumaczyć...z miłością tak właśnie jest. I wszystko jest dobrze, nie wszyscy jesteśmy ideałami...lecz w dniu takim jak dziś- dziecko owo wbija przysłowiowy nóż w serce. Dziecko doskonale wie- że codziennie wypruwasz sobie żyły, by niczego nie zabrakło...ale też na wiele rzeczy cię nie stać- rozmawiałaś z nim nie raz, w końcu ma już 19 lat. Na nic to. Bo nagle okazuje się, że dziecko jest biedne, głodzone, nie dostaje obiadów a gdy wyjeżdżasz to zostawiasz pustą lodówkę- temu zaniedbanemu dziecku. I dziecko Twoje- na Twej piersi wykarmione nie mówi tego Tobie- tylko Byłemu, by dostać więcej...pieniędzy....żenada.....ale boli jak diabli. Z pewnością byś się nie dowiedziała, gdyby nie fakt, że zadzwoniło oburzone dziecko pierwsze. Jeszcze bardziej boli, że to kłamstwa...kalanie własnego gniazda i totalny brak szacunku. Wykonujesz telefon do dziecka...a Ono potrafi tylko powiedzieć "bez komentarza".... Masz żal, chce ci się płakać- ale nie płaczesz, bo jesteś twarda. Własne dziecko......... Ciężko- bo już wiesz, że zasady , które wpajałaś poszły na marne....
wtorek, 31 lipca 2007
16.
Żałoba. Niebo zachmurzone przekrzywia twarz i zezowato spogląda z góry. Kikuty drzew niczym ostrokół otaczają, zasłaniając drogę powrotu. Sępio zobojętniałe wrony...dzielą się resztkami TegoCoZostało... Martwość i cisza przerywana świstem wiatru , ktory rozwichrza szarpiąco włosy. Każde wredne stworzenie czeka tutaj... ...aż zapłaczę... a ja odziana w zbroję z ŁezktórychNigdyNiePrzeleję...spaceruję sobie, butnie śmiejąc się złośliwie prosto w te pyski paskudne ( nie umiem płakać- zapieczona w sobie) Jakim prawem każą mi zachowywać żałobę- jakim? Jakim prawem zmuszają mnie pozostać , gdy GdzieśTam słońce opromienia a z deszczu tylko tęcze rozciągają się w uśmiechu... Jakim prawem gwałcą Radość, Beztroskę...podarte ich sukienki a po nogach cieknie krew... Tak marny ze mnie żałobnik jak marny pogrzeb a jeszcze marniejsze Pogrzebane. Znajdę wyjście.... Szukam...
poniedziałek, 30 lipca 2007
15.
Czas na pogrzeb. Będzie smutny, ponury, ba - sczerniały. Zwłoki w daleko posuniętym rozkładzie- śmierdzą taką nieprzyjemną, najpodlejszą śmiercią...nie ma nic doniosłego w tym akcie. Szybko..wykopać dół- głęboki i wrzucić to ścierwo...zakopać ku zapomnieniu. Da się? Czy w pamięci są tak głębokie niezbadane czeluście z pogranicza piekieł? Szukam ich...przekopuję się przez zranienia mniejsze i większe, przechodzę przez bolesności- ponownie czując ich dotkliwy ból...nie lubię tego...ale muszę brnąć dalej...przecież szukam dna DNA...docieram do niby zapomnianych traum z dzieciństwa...brrr...jakże szkardne i obrzydliwie pokraczne są...zaropiałe ślepia, trzęsące szponiaste ręce...wciąż tam są...w tej pamięci...ku NiePamięci...staram się ominąć je szerokim łukiem...nie da się, muszę czuć ich spleśniale oddechy, dotykać tych obślizgłych ciał- wszędzie fetor NieDoWytrzymania... Jestem... Nic nie widzę...smród zatyka mi nozdrza...nie oddycham...tak NieOddychanie to jest wyjście... Kopię...ciężko...kamieniste to PodDno...ale kopię...zaczynam wygarniać rękoma- tak łatwiej...to co ,że łamię paznokcie przynajmniej mam usprawiedliwienie dla łez suchych jak wióry...które ranią oczy do krwi... Musi boleć... Biorę ToCoUmarło ( nie! umarło to za szlachetne określenie) poprawiam się ToCoZdechło...wrzucam z obrzydzeniem...i mantra Nie Chcę Pamiętać... ciekawych żałobników mam obok....zlazło się wszystko...jak robactwo...i przygląda z niezdrowym zaciekawieniem... przysypuję byle jak... Odwracam się na pięcie...nie oglądam za siebie ( tylko szloch bezgłośny spazmatycznie dusi w gardle)...tak zdychają zbeszczeszczone za zycia marzenia... Odejdę...zapomnę...zapomnę...zapomnę... To moja modlitwa pożegnalna...( nie zawsze co piękne pięknym jest- tylko to zapamiętam) Koniec. Kurwa! Koniec- rzekłam.
sobota, 26 maja 2007
14.
Analogia.
Czuję się jak wtedy.... patrzyłam w tę twarz obrzmiałą i sczerwieniałą od nietłumionej wściekłości...w te oczy przekrwione ( które powinny być tymi najbardziej kochającymi na świecie) i ten oddech czułam...aż wywracały mi się kiszki z obrzydzenia...i każdą cząstką swojego ciała czułam te okrutnie spadające razy, jeden za drugim , bez końca, bez pohamowania...a gorąca strużka moczu spływała mi po nogach...ale bardziej bolało w środku- tam nie hamowałam łez... i słyszałam...PRZEPROŚ!!!!!!!! wycharczane, wysyczane prosto w twarz....przez...ojca... ale ja... stałam wyprostowana i napięta do granic wytrzymałości, milcząco patrzyłam prosto w te przekrwione, zamroczone oczy siląc się na ironiczny uśmieszek...i nie przepraszałam...bo nie miałam za co...tak po prostu....i czułam nienawiść pomieszaną z żalem, niemocą i rezygnacją...a zarazem kochałam swojego oprawcę- całym swoim dziecięcym sercem...i gdzieś na dnie obijało się pytanie: dlaczego tato???? dlaczego ??? .... stoję wyprostowana, dorosła, wiem czego chcę...wiem czego nie mam, wiem o czym marzę, wiem czym się karmię...i czuję jak Los/Życie smaga mnie bezlitośnie tak jak On kiedyś...rani mnie do żywego... i patrzę mu prosto w oczy i pytam : dlaczego??? i staję przed lustrem- patrzę sobie w oczy i pytam: dlaczego taka jesteś?
środa, 16 maja 2007
13.
Strach...boję się... Kurczę poddaję się idiotycznym przeczuciom, mam wrażenie jakbym szła na ścięcie...dlaczego tak? Hm , może dlatego ,że wiem ile jest we mnie nie tak... Boję się też z innego powodu...najgorsze bowiem jest to, że jestem SAMA...Nie odprowadzi mnie nikt ...wsiądę do busa z tą walizeczką...zamelduję się...zapłacę z góry za wykonaną usługę...wejdę gdzieś tam i drżąco będę wyczekiwać jutra... Później obudzę się...i nie będzie nikt czekał z wypiekami na moje przebudzenie... Cholera smutne to prawda? ja wiem ,że Latorośle, że Przyjaciele...ja to naprawdę wiem...ale chodzi mi o coś zupełnie innego... Pozwoliłam sobie na uwierzenie w bajkę, w ziszczenie marzeń...naprawdę teraz czuję się głupio, jak jakaś pierwsza naiwna...Cieszyłam się jak dziecko- że nareszcie STAŁO się, że już wszystko będzie inaczej- lepiej...CHOLERA...Zadaję sobie pytanie stare jak świat- dlaczego ja? dlaczego mnie to spotyka? I głupie to , ale ja wciąż chcę wierzyć w tę bajkę...oddałam siebie na tacy, saute...odsłoniłam się całkowicie i stałam się bezbronna jak niemowlę...i wciąż kocham...ale... tyle rozczarowań, tyle bólu...tyle ... Ile jestem w stanie znieść jeszcze? Boję się... Boję się panicznie samotności...nie umiem jej zaakceptować, był moment ,że zaprzyjaźniłam się z nią...ale teraz, po tym wszystkim co zostało mi dane - już nie umiem... cholera...jak to strasznie boli...
czwartek, 10 maja 2007
12.
Się kłębi we mnie, wije wężowo od myśli ociekających jadem ...wymierzonym we mnie... Boję się głośno wypowiadać to , co czuję, boję się podzielić lękami, najlepiej byłoby schować strusio głowę w piasek i nie być... ... Poczułam się tak jakbym była tylko ja...a naprzeciw mnie wszystko to co chce mnie zniszczyć...totalnie sama...i nic to ,że wiem o ludziach co pomc chcą...to chodzi o taką samotność emocjonalną...taką, gdzie NAPRAWDĘ nie ma nikogo tylko dla siebie... .... Płakałam spazamtycznie...już nie pamiętam u siebie takiego szlochu ( zawsze zamknięty we mnie, zawsze zatrzymany na czas)...czułam jak wszystko się we mnie rwie, jak szarpie mi trzewia, jak oczy wypływają z oczodołów...i tylko wierna Figa szalała nie potrafiąc pomóc...Nie umiałam powstrzymać...a może już nie miałam siły... ... Bo jak płakać to w samotności....i dziwne, bo wylałam ocean łez i powinnam czuć się lżejsza...a nie czuję...nadal od środka ciężkim kamieniem zalega lęk pomieszany z bezradnością.... ... i wiem ,że muszę dać sobie radę...i wiem ,że zapewne dam...tylko kolejna rysa na sercu, tylko kolejny strup na zranionych uczuciach, marzeniach przybędzie... .... Z ran zabliźnionych i niezabliźnionych zbudowana jestem... i bolą....bolą jak diabli....\ Niech ktoś mi przypomni ,że życie jest piękne....
czwartek, 03 maja 2007
11.
Był wpis dziesiąty...ale skasowałam. Skasowałam , bo nie chcę już wracać do przeszłości ( a właśnie to zrobiłam - wywołałam zmory przeszłości), nurzać się w niej- bo taka obleśnie oblepiająca, taka mazista, taka bagnista...tak więc prosta czynność USUŃ i już - koniec - nie ma wpisu dziesiątego... Ach żeby w życiu było tak prosto, znaleźć odpowiedni przycisk i już...z głowy, serca i myśli... Nie wiem dlaczego- ale jakiś ciężki czas dla mnie nastał, taki przytłaczający i bezperspektywistyczny... a przecież nie powinnam tak czuć...przecież kocham , przecież jestem kochana ...No, przecież będzie DOBRZE jak w bajce....to skąd to zwątpienie i brak wiary?(może to jest odpowiedź-słowa, słowa, słowa,deklaracje ,coś tam na przyszłość- wciąż w fazie idei). Kulejąc zanurzyłam się w słoneczność- kuśtykałam pomiędzy betonowymi światami- ocierając się o zieloność rozkwitłą nadzieją- podziękowania dla wiernej Figi za wyciągnięcie.Kupiłam Vivę...a tak poczytać bzdury, bezstresowo...i trafiłam na wywiad z Grocholą...i tak sobie myślę, nie sztuką, gdy się nie układa, znaleźć wszystko co czarne, sztuką jest znaleźć białe...a z tym u mnie coraz gorzej...życie się jakoś takie bardziej w odcieniach szarości i czerni porobiło...(a przecież bywało gorzej, tragiczniej, ciężej) i po co to piszę...sama nie wiem... wyrzucam chyba z siebie...wyrzucam z nadzieją ,że zadziała jak to polecenie USUŃ i przestanie gnijąco zalegać na wątrobie... Słońca, zieleni soczystej i miłości o smaku malinowym...chcę...
środa, 25 kwietnia 2007
9.
Jeśli coś ma się potoczyć źle...to tak się potoczy...jeśli coś ma się rozwalić..to się rozwali...jeśli przeczucia koszmarne- koszmarnie spać nie dają...to znaczy...że nie na darmo one są... Coś jak robak drąży czarny tunel ( a co górnolotnie sobie określę) w duszy...bolący to tunel...a ból niczym obręcz żelazna ściska oburącz serce... Co to jest beztroski uśmiech???? Taki spontanicznie wyrywający się ku ludziom...już nie pamiętam...uśmiecham się- bo umiem... Mam przeczucie...że TO co się dzieje zniszczy mnie...zniszczy tę unikalną- niczym nieskażoną Ufność...( w tej kwestii niereformowalna jestem pomimo prztyczków w nos)...i jeszcze ta myśl uparta, brzęcząca muszo w głowie..."Tobie nic się już nie uda...jesteś skazana na...NieSukces...pogódź się z tym...nie marz...nie pragnij..." I jak się nie bać....gdy tylko dół i dół...i coraz niżej... i straszne to- bo nie widzę światła...albo inaczej obraz coraz bardziej się zaciemnia...ślepa jestem od Smutku czarnego...ślepa jak kret , w tym tunelu błądzę...
|